Strona Główna  |  Podział godzin  |  Zdjęcia klasowe  |  Nauczyciele  |  Szukaj  |  Dziennik Librus  |  Dla Trzecioklasistów  |  Lista podręczników  |  Laureaci i Finaliści konkursów PODKARPACKIEGO KURATORA OŚWIATY  |  Nowa strona szkoły Poniedziałek, Grudzień 18, 2017
Nawigacja
Angielska wersja strony

Dla rodzica i ucznia

Menu
  Strona Główna
  Nowa strona szkoły
  Historia
  Szkoła
  Nauczyciele
  Podział godzin
  Laureaci i Finaliści konkursów PODKARPACKIEGO KURATORA OŚWIATY
  1% podatku na rozczytanie małolatów
  Szukaj
  Zdjęcia klasowe
  Dziennik Librus
  Egzamin gimnazjalny - arkusze i odpowiedzi
  Dla Trzecioklasistów
  FENIKS

Sport

Reporterzy

Biblioteka
  Statystyka
  Konkursy
  Wystawki
  Wieczorki literackie

Stowarzyszenie "Smakosz Literacki"
  Newsy
  To i owo

Konkurs matematyczny
  Konkurs matematyczny

Kącik katechetyczny

Historia

Historia Gimnazjum nr 1 w Sanoku


1961 W powojennym Sanoku zdobywanie wiedzy nie należało do rzeczy najłatwiejszych. Głównym tego powodem były warunki lokalowe, a w zasadzie ich niedostatek. Przez szesnaście powojennych lat nie było w naszym mieście nowego budynku przeznaczonego na działalność szkoły podstawowej. A zapotrzebowanie było niemałe.

Wystarczy wspomnieć, że zajęcia w sanockich szkołach odbywały się wówczas w zatłoczonych, gromadzących ponad czterdziestu uczniów klasach. O wyposażeniu w tak podstawowy sprzęt jak ławki, lepiej nie wspominać. Brakowało sal gimnastycznych, a wąskie i ciemne korytarze raczej nie nadawały się do międzylekcyjnego relaksu.

Krokiem w stronę polepszenia tej sytuacji była budowa nowego obiektu przy ulicy Kochanowskiego. Pierwszy dzwonek zabrzmiał tutaj we wrześniu 1961 roku. Była więc to pierwsza szkoła wybudowana w grodzie Grzegorza po wojnie. O wrażeniu jakie robiła nowa podstawówka możemy przeczytać w skarbnicy wiedzy o dziejach „jedynki”, czyli w kronice szkolnej prowadzonej od początku istnienia placówki. Szkoła jest jak najbardziej okazała, zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Sale lekcyjne są duże, jasne i estetyczne. Korytarze długie i szerokie, wprost stworzone do swobodnych spacerów i zabawy. Sala gimnastyczna i gabinety wyposażone w nowe urządzenia – przy ich pomocy młodzież samodzielnie wykonuje różnego rodzaju ćwiczenia i doświadczenia – pisała prowadząca wówczas kronikę Jadwiga Bar.

Warto podkreślić fakt, który być może nie jest znany wszystkim sanoczanom, a dotyczy rzeczywistego wieku szkoły. SP1 im. Władysława Broniewskiego, która znalazła lokalizację właśnie w budynku przy ulicy Kochanowskiego, sięga swoimi korzeniami dość daleko wstecz, bo do roku 1911. Wtedy to właśnie powstała czteroklasowa Szkoła Męska im. Grzegorza z Sanoka. Funkcjonowała ona również w latach powojennych, ale już jako podstawówka, opatrzona pierwszym numerem, nadal mając za patrona naszego wielkiego ziomka. Siedziba placówki mieściła się przy ulicy Konarskiego (dziś znajduje się tam Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy). Po wybudowaniu nowego obiektu nastąpiła przeprowadzka szkoły na ulicę Kochanowskiego. W kwietniu 1962 r. „jedynka” otrzymała nowego patrona. Ówczesnym decydentom bardziej od Grzegorza z Sanoka, arcybiskupa lwowskiego, przypadł do gustu Władysław Broniewski, którego imię szkoła nosiła aż do końca swojego istnienia. Sztandar z wizerunkiem poety – często widoczny przez te wszystkie lata nie tylko na uroczystościach szkolnych, ale i państwowych – ufundowany został w 1975 roku przez sanocki Zakład Kopalnictwa Gazu. „Jedynka” była więc bezpośrednią kontynuatorką tradycji edukacyjnej rozpoczętej jeszcze na początku ubiegłego wieku.

W 1961 r. kierownictwo szkoły powierzono Władysławowi Kseniakowi, który pełnił swoją funkcję przez trzynaście następnych lat. Potem dyrektorami placówki byli kolejno – Kazimiera Kmiecik, od 1974 r., Andrzej Bartnik, od 1984 r. oraz Halina Czyżydło, od 1988 r. Ostatnia kierowała placówką Magdalena Rachwał, od 1999 r. Właśnie jej, jako ostatniemu dyrektorowi szkoły, przypadło w udziale zamknięcie w dziejach sanockiego szkolnictwa rozdziału pod tytułem SP1. Podczas uroczystego zakończenia roku w ubiegłym miesiącu, powiedziała m.in.: Przez te wszystkie lata SP1 czynnie uczestniczyła w życiu społeczno-kulturalnym miasta.

Nie sposób w krótkim czasie wymienić i obiektywnie ocenić liczne osiągnięcia zarówno uczniów jak i nauczycieli na różnych przecież płaszczyznach. (…) W początkach swego istnienia na „pustyni kulturalnej” osiedla, nasza szkoła była jedyną placówką oświatową, filią miejskiej działalności kulturalnej, bazą organizacji młodzieżowych – myślę, że spełniała rolę, jaką każda szkoła powinna spełniać. SP9 powstała dopiero dziesięć lat temu, klubu „Puchatek” też przecież jeszcze nie było. Pozostawaliśmy więc tylko my.

Była również mowa o późniejszej działalności szkoły, m.in. o pionierskich posunięciach, wyprzedzających w zasadzie założenia reformy edukacyjnej. Chodziło przede wszystkim o przynależność od 1989 r. do Towarzystwa Szkół Twórczych, o wprowadzaniu regionalizmu, teraz tak bardzo modnego. To ostatnie zagadnienie znalazło zresztą swój wyraz w książce autorstwa nauczycieli z „jedynki” p.t. „Regionalizm w nauczaniu”, napisanej pod redakcją Marii Oberc i Kazimiery Stefańskiej. Nawiązując do przyszłej działalności Gimnazjum nr 1, dyrektor Rachwał dodała: Większość z nas tu zostaje, tworząc nową placówkę oświatową, zachowując ciągłość pokoleniową i pedagogiczną, akceptujemy „nową – starą” dyrekcję. Mamy więc także powody do radości. Realizujemy reformę oświatową – za ileś lat, myślę, że będziemy mogli spojrzeć naszym następcom prosto w oczy.

Łza się w oku kręci Przeglądając dwa opasłe tomy kroniki szkolnej, można przeżyć jedyną w swoim rodzaju podróż w czasie. Ze zdjęć, najpierw czarno-białych, a potem kolorowych, spoglądają twarze byłych uczniów „jedynki”. Wśród nich wielu sanoczan rozpoznałoby siebie, swoich rodziców czy innych krewnych. Bardzo twarzowo wyglądają w fartuszkach z białymi kołnierzykami. (Swoją drogą, chyba trochę szkoda, że zrezygnowano z tego elementu uczniowskiej garderoby…). Na fotografiach można również odnaleźć nauczycieli SP1, obecnych i byłych. Niektórych już nie ma wśród nas, inni wyglądają obecnie nieco dostojniej, są też tacy, którzy wcale się nie zmienili.

Na kartach kroniki dzieje szkoły splatają się ściśle z historią naszego kraju. Można odnaleźć wpisy i zdjęcia będące śladem uroczystości, których dziś się już nie obchodzi. Odchodzą, jako relikty przeszłości, pojawiają się za to inne, zadomowione już na dobre w naszej współczesności. Akademie z okazji rewolucji październikowej, zostały zastąpione uroczystymi obchodami 3 Maja, czy też 11 Listopada. Można by powtórzyć za starożytnymi panta rhei.

Poza wpisami oficjalnymi, jest całkiem sporo takich, które dotyczą wydarzeń bardziej „na luzie”: wycieczek, popisów taneczno-wokalnych, sportowych bojów, czy np. pierwszych obchodów dnia św. Walentego, dla niektórych patrona zakochanych.

W kronice zostawili również swój ślad propagatorzy ekologii, w formie relacji z cyklicznego sprzątania świata. Są także strony poświęcone szkolnemu graniu „owsiakowej orkiestry”. Wpisy owe dotyczą jednak wydarzeń stosunkowo świeżych, związanych z ostatnimi latami. Ale obok nich występują także takie, które są niezmienne. Można je odnaleźć zarówno na pierwszych, jak i na ostatnich stronach kroniki. Są to przede wszystkim zdjęcia z przejętymi buziami pierwszaków podczas pasowania, albo składania przez nich ślubowania, czy też coroczne wpisy dotyczące uroczystych obchodów dnia nauczyciela.

Przeglądanie kroniki jest również pouczającą wędrówką w czasie dla… miłośników świata mody. Poszczególne zdjęcia przedstawiające młodzież, nauczycieli czy rodziców są dowodem na ogromne zmiany jakie zachodziły w tej dziedzinie na przestrzeni lat. Przy okazji warto dodać, że uczniowie „jedynki” bardzo korzystnie wyglądali w tak modnych niegdyś „dzwonach”. Równie dobrze – niestety nie w rozszerzanych spodniach, ale za to w twarzowej muszce – prezentował się kilkunastoletni wówczas Artur Andrus, dzisiaj wzięty dziennikarz radiowej Trójki.

Wspomnień czar O garść wspomnień związanych ze szkołą poprosiliśmy osoby, które były z nią związane. Kierująca do 1999 r. placówką Halina Czyżydło, obecnie dyrektor Gimnazjum nr 1, powiedziała: Idąc do „jedynki”, wiedziałam, że przychodzę do szkoły wiodącej, która była najlepsza w Sanoku. W pamięci na pewno pozostaną mi nauczyciele oraz uczniowie wyróżniający się w środowisku sanockich szkół. Zawsze z „jedynki” byli olimpijczycy, wielu tutejszych pedagogów było wyróżnianych przez władze. Nie mogę pominąć również środowiska rodziców, mocno zaangażowanego w życie szkolne i zawsze służącego pomocą. Wreszcie przewspaniała atmosfera panująca w szkole. Jako osoba z zewnątrz weszłam w zwarte i ukształtowane już od lat grono pedagogiczne. Zawsze w takich wypadkach istnieje groźba popsucia stosunków panujących w szkole, właśnie tej atmosfery. Ale na szczęście do tego nie doszło, a mnie udało się włączyć w to środowisko. Wydaje mi się, że wspólnie udało nam się kontynuować chlubne tradycje szkoły. O pozycji placówki świadczy również to, że gdy potrzebowaliśmy pomocy, otrzymywaliśmy ją na hasło, że reprezentujemy SP1. „Jedynka” zawsze kojarzyć mi się będzie z czymś pierwszym, najlepszym.

Maria Roczniak, polonistka z SP1, a obecnie z gimnazjum, wspomina: Było to moje trzecie miejsce pracy, trzecia szkoła. Początkowo bardzo się obawiałam jak zostanę przyjęta przez dyrekcję, nauczycieli. Jednak szybko „wtopiłam się” w środowisko. Na pewno pomogła mi w tym specyficzna atmosfera panująca w szkole, działały tam jakieś pozytywne fluidy, które powodowały, że każdy czuł się w niej po prostu dobrze. A potem lekcje, konkursy, olimpiady, kółka zainteresowań. Był również czas na wycieczki, imprezy integracyjne, na których nie mogło zabraknąć piosenki: „Moja szkoła, jak pięknie słowa te brzmią.(…) Moja szkoło, bez ciebie smutno i źle.” Z nostalgią i rozrzewnieniem oglądam zdjęcia, wspominam moich uczniów – starszych, już pracujących i studiujących, oraz młodszych, uczących się w szkołach średnich. Wraz z likwidacją szkoły skończył się pewien etap w moim życiu – pracowity, przebiegający w dobrej atmosferze i wśród życzliwych ludzi.

Na wspominki dała się również namówić absolwentka szkoły Monika Ciosmak-Sokołowska: Chodziłam do „jedynki” parę ładnych lat temu, bo od 1978 do 1986 roku. Moim wychowawcą była pani Helena Gładysz, świętej cierpliwości kobieta, która dała się przekonać nawet do takiego szaleństwa, jakim była impreza na „Dzień klasy”. Gdzieś około szóstej klasy, nie bardzo chyba jeszcze wiedząc, co mnie tak naprawdę interesuje, usiłowałam pogodzić naukę z bieganiem na różne „kółka” – począwszy od prowadzonego przez panią Marię Kuczek chóru, poprzez kółko biologiczne, polonistyczne, a skończywszy na zajęciach indywidualnych z panią Marią Oberc, bo okazało się, że mam jakiś talent recytatorski. To ostatnie zaowocowało uczestnictwem w wielu różnej maści konkursach recytatorskich. Wiąże się z tym śmieszna historia – na zakończenie siódmej klasy, podczas uroczystej akademii dostałam 16(!) książek, jako nagrody za „godne reprezentowanie szkoły”, a przy piętnastej usłyszałam cichą awanturę, jaką robił ówczesnemu dyrektorowi, panu Bartnikowi ktoś z komitetu rodzicielskiego, że to podejrzane, żeby prawie wszystkie nagrody dostawała jedna uczennica, i na pewno są dzieci, które bardziej na nie zasłużyły. Odpowiedzi, niestety, nie usłyszałam… Spora część „moich” nauczycieli prawdopodobnie już nie pracuje, rozeszliśmy się z „ludźmi” po świecie.
A teraz jeszcze nie będzie „jedynki”….
Przyjeżdżając do Sanoka nadal będę przechodzić obok budynku szkoły i nadal będę myśleć o nich wszystkich ciepło.

Historia z Archiwum Tygodnika Sanockiego Sponsor

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Zapomniane hasło?
Nasze Tytuły i Certyfikaty

koza

Użytkowników Online
Goœci Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 751
Nieaktywowany Użytkownik: 101
Najnowszy Użytkownik: ^JWZ
Strona Gimnazjum nr 1